Strona główna

Powrót?


Obiecałem sobie, że dopóki nie będę szczęśliwy nie zapalę w palarni papierosa.

Wpadłem tu bo myślałem że mam chwilę. Chwila zamieniła się w godzinę, godzina w następną. Wertowałem, przeglądałem, zwiedzałem... Sporo tu mnie się znalazło. Interesująca wycieczka po korytarzykach główki na karku młodego człowieczka z ideałami. Określenie zainspirowane człowieczkiem. Dzisiaj powiem - interesująco poczytać jak chciałem żeby mnie widzieli. Jak się sprzedawałem. Kilka razy nawet prawdziwie, za strasznie małą cenę jak się później okazało. Promocje osobowości to największy błąd. Dzisiaj zażądałbym więcej. Nie dlatego że jestem więcej wart. Mniej więcej tyle samo. Żądałbym więcej żeby bezwzględnie wyjść na swoje.

Tak więc pokrążyłem sobie. Poczytałem i notki i komentarze. Sporo słów "przyjacielskich". Jesteśmy silni razem. Inteligentni u nas. Między nami. Zrobiłem rachunek sumienia, ostatnio moje hobby. Lista się skróciła. Drastycznie. No i co się stało? Idealizm się skończył? Nigdy go nie było? Przestraszyłem się. Dotarło o jakim ideliźmie myślę. Ale to tak na boku.

Co się zmieniło?
Na początku stwierdziłem że nic. Wyznałem prawdę i dość szybko o tym zapomniałem. Intensywnie rozmawiałem i rozmawiam z ojcem (w środku i na zewnątrz) ale wciąż go kocham. Wciąż mam problemy ze słowem "Kocham Cię". Wciąż mam problemy ze słowem "Ja". Czyli nic nic nic nic.

A jednak.

Ojciec mnie tłucze na zewnątrz i w środku ale WIEM że go kocham. Kocham. Kocham. Kocham. Kocham. Kocham. Kocham. I nigdy nie znienawidzę. On mnie też.
A wątpiłem.
Chcecie usłyszeć fajny dowcip? Mój ulubiony od jakiegoś roku. Konkretnie od 426 dni 22 godzin i ok. 37 minut. Uwaga:

- Mamo, mamo, ojciec mnie zbił dwa razy!
- A dlaczego cię zbił DWA RAZY? Hę?
- No pierwszy raz jak mu pokazałem świadectwo... A drugi, jak się zorientował że to jego.

Wyznałem prawdę i sam zapomniałem. Ale inni nie. Nieliczni. Ci najważniejsi. I dziękuję im za to każdego dnia, bo to oni mi te dni dają.

Nie mówię "Kocham Cię". Zastąpiłem to "Dziękuję Ci że jesteś". Łatwiej przechodzi. Spotkałem osobę która nie musiała tego słyszeć. Poznała mnie w minutę. Oczywiście kilka razy drastycznie to spieprzyłem i wiecie co? Nie zrezygnowała. Podeszła naprawdę blisko. Pocałowała mnie. Dotknęła. Pokochała. Była tak ze mną przez pół godziny. O sekundę dłużej niż ja. Możliwe że to wszystko co dostałem, przynajmniej na razie (tak sobie wmawiam, ale wystarczy że na niego spojrzę, wystarczy że pomilczę, wystarczy że zobaczę swoje odbicie w jego oczach i ten błysk), ale hej - wszystko co miałem za pół godziny miłości? To dopiero promocja.

Mam problemy z "Ja"... Fakt, ale problem jest dyskusyjny.
Wiem już że są osoby których nigdy w życiu nie skrzywdzę, dla których ściągnę Nibylandię.
Wiem że są osoby mi obojętne, dla których nigdy nie zrobię niczego za co mnie pokochają.
I wreszcie wiem że są osoby które zniszczę. Które odsunę i opluję i uderzę w twarz. Którym powiem coś okropnego i nie będzie to "wysmsk, ups". To są osoby dla których nie potrzebuję być dobry. Dla nich potrzebuję być skurwielem.
Tak to działa, prawda? Uspokaja. Pozbawia złudzeń cudzej kontroli.
Wiem więc kim jestem, przynajmniej w tej kwestii. Problem polega na tym "czym jestem" i "czy powinienem". Mówię, dyskusyjny. Ja nie będę o tym dyskutować. Ktoś potrzebuje, proszę bardzo.

Czyli jednak pozmieniało się wiele. Podobno każde zmiany są dobre, czyli odpuszczę sobie kwestię "na lepsze?". Czas za to na klamrę.
Czy jestem szczęśliwy? Wszedłem do palarni i zapaliłem papierosa. Nie smakował mi. Ale będę palić dalej.

ps. gratuluję syna. chciałbym żeby był mój.
hama1 2007-04-01 19:36:18
skomentuj (1)